Wednesday, 15 February 2012

Stam1na - Nocebo


It IS lupus!"

W zasadzie to przez kilka minut, nim siadłam do pisania, zastanawiałam się, po jaką cholerę ja właściwie piszę recenzje płyt, których warstwy lirycznej ni diabła nie rozumiem. Bo tak na dobrą sprawę, w większości przypadków, umyka mi jeden z ważniejszych składników muzyki – dopełnienie muzyki w postaci tekstów, które nierzadko są raison d'etre zespołu. Który wyjaśnia co, gdzie, jak i w którą stronę. Zwłaszcza w takich kapelach, jak Stam1na, gdzie słowa odgrywają rolę niebagatelną. Poniekąd już raz napisałam recenzję płyty, której tekstów w dużej mierze nie rozumiem – "Perstechnique" autorstwa Turmion Kätilöt, ale TK mocno się różni od moich dzisiejszych bohaterów pod tym względem. Jak sami twierdzą, ich muzyka jest ponad metalem („we are disco metal!”), ma być zabawnie i kolorowo, tak więc, kto żyw i nie-Fin i tak zacznie się gibać pod sceną (bądź głośnikiem), nie zważając na zbytnio na słowa wywrzaskiwane przez wokalistów. Ergo – nie powinnam się przejmować i napisać, co mi na serduszku leży tak czy owak. Mam jednak w pamięci słowa Hyrdego o piosenkach na "Nocebo" i wynika z nich jasno, że nie są one li tylko zlepkiem słów w powtarzanym w określonej sekwencji. Łatwo zatem mi nie będzie.

Monday, 6 February 2012

[ 22 Radical Questions - 16 lat kopania w szczękę ]

Panie i panowie, rozpoczynam nowy cykl na blogu, mianowicie cykl wywiadów, albowiem warsztat trzeba ćwiczyć. A że jak już zaczynać, to z przytupem, na pierwszy ogień wzięłam imć Anttiego "Hyrde" Hyyrynena, wokalistę Stam1ny.

Mam jednak kilka uwag wstępnych, które chciałabym, abyście mieli w pamięci podczas lektury. A mianowicie:

- jest to mój pierwszy wywiad ever. Wiem, jak powinien z grubsza takowy wyglądać, ale układanie pytań, nie mniej jednak, było wyzwaniem. Jeśli więc z jakichś powodów wydadzą się Wam one głupie, nie na miejscu - proszę o stosowną krytykę;
- a nazwa przyszła mi do łba całkiem spontanicznie, bo co do radykalności pytań nie jestem przekonana;
- wywiad przeprowadziłam drogą mailową i mimo wszystko starałam się, aby przypominał on choć w jakimś stopniu rozmowę na żywo (co jest, wierzcie mi, momentami ciężkie);
- z angielskim problemów zasadniczo nie mam, ale momentami miałam niezłą zagwozdkę, o co mojemu rozmówcy chodziło (zwłaszcza, że momentami składnia mu się rozjeżdżała). Żałuję ogromnie, że nie miałam z nim okazji porozmawiać przez telefon albo face to face, bo wówczas mogłabym go lekko za język pociągnąć i dopytać się dokładnie, co ma na myśli. W każdym razie - jeśli wyłapiecie jakieś niedociągnięcia (niespójności, logikę, która leży i kwiczy) - dajcie znać. Za stara jestem, żeby się obrażać, a zależy mi na tym, żeby wiedzieć, co i gdzie spieprzyłam, więc nie bójcie się ;)

A za pomoc przy tłumaczeniu serdecznie dziękuję Igorowi, Anttiemu, Mirze oraz Monice.

Zdaje mi się, że nie mam już więcej uwag, więc do lektury.

Stam1na