Stam1na - Nocebo

10:14


It IS lupus!"

W zasadzie to przez kilka minut, nim siadłam do pisania, zastanawiałam się, po jaką cholerę ja właściwie piszę recenzje płyt, których warstwy lirycznej ni diabła nie rozumiem. Bo tak na dobrą sprawę, w większości przypadków, umyka mi jeden z ważniejszych składników muzyki – dopełnienie muzyki w postaci tekstów, które nierzadko są raison d'etre zespołu. Który wyjaśnia co, gdzie, jak i w którą stronę. Zwłaszcza w takich kapelach, jak Stam1na, gdzie słowa odgrywają rolę niebagatelną. Poniekąd już raz napisałam recenzję płyty, której tekstów w dużej mierze nie rozumiem – "Perstechnique" autorstwa Turmion Kätilöt, ale TK mocno się różni od moich dzisiejszych bohaterów pod tym względem. Jak sami twierdzą, ich muzyka jest ponad metalem („we are disco metal!”), ma być zabawnie i kolorowo, tak więc, kto żyw i nie-Fin i tak zacznie się gibać pod sceną (bądź głośnikiem), nie zważając na zbytnio na słowa wywrzaskiwane przez wokalistów. Ergo – nie powinnam się przejmować i napisać, co mi na serduszku leży tak czy owak. Mam jednak w pamięci słowa Hyrdego o piosenkach na "Nocebo" i wynika z nich jasno, że nie są one li tylko zlepkiem słów w powtarzanym w określonej sekwencji. Łatwo zatem mi nie będzie.


Pracy nie ułatwia mi również fakt, że moja opinia na temat nowego albumu troszkę rozminęła się z moim wyobrażeniem na jego temat sprzed premiery. Pojęcia nie mam, co w tym jest, ale w ciągu ostatniego roku sporo artystów, na których płyty czekałam, przebierając nogami, wydało płyty całkiem przeciętne, żeby nie powiedzieć słabe (ostatnia płyta TK mi tyłka nie urwała, Fear Of Domination też coś nie ten teges do końca, a nowe Eluveitie też jakieś takie nijakie jest...). Tak jest także w przypadku „Nocebo” - po kilku gruntownych przesłuchaniach płyty muszę stwierdzić, że jest to materiał dobrze zrobiony. Doszlifowany, dopieszczony, ale na pewno nie wybitny. I nic, cholera, więcej, choćbym bardzo chciała. Po wyśmienitym kopie z półobrotu, jakim był ich poprzedni album „Viimeinen Atlantis”, ten najwyżej można odczuć jako bolesnego kuksańca pod żebro.

Nie zrozumcie mnie źle – w żadnym wypadku nie mówię, że jest to materiał zły, bo daleka jestem od tego. Stam1na nie spuszcza z tonu, łojąc słuchaczom tyłki solidnie i równomiernie. Jest ostro i na wielu piosenkach z dziką radochą rzuciłabym się w mosh pit pod sceną. Jednocześnie więcej miejsca do popisu dostał klawiszowiec Emil Lähteenmäki, którego słychać częściej i gęściej na „Nocebo”. Ba, nawet przebrnęłam przez teksty, żeby mieć oględne pojęcie, o czym Antti Hyyrynen śpiewa i nie powiem, pisze całkiem nieźle. Nie jest to co prawda mój ulubiony sposób kreślenia historii, bo moja ukochana metoda zasadza się na miękkim i jednocześnie bardzo plastycznym szkicowaniu sytuacji, dorzucając więcej detali tam, gdzie to konieczne. Narracja Stam1ny brzmi jak komiks o ostrych, czarno-białych kontrastach i realistycznych konturach postaci. Ba, „Rabies” i „Lepositeet” moim zdaniem aż się proszą o teledysk w stylu Studia Gonzo.

Więc w takim razie co mi nie pasi, czego się czepiam? Po pierwsze to, że brakuje mi tu jakiejś większej ilości highlightów, które zapadałyby w pamięć. Jak dla mnie, płyta posiada takowe dwa, bo reszta piosenek, jak już mówiłam, jest w porządku, ale nie na tyle, żebym chciała je mieć na odtwarzaczu mp3. „Valtiaan uudet vaateet” jest pierwszym z dwóch highlightów, który mocno zapada w pamięć przez smakowity riff otwierający piosenkę oraz fenomenalnie melodeklamowane zwrotki. Podoba mi się też to, że w tekście i sposobie, w jakim Antti wyrzuca z siebie słowa, jest pewien rodzaj złości, żółci wylewanej na otoczenie. Drugi highlight to bodaj pierwsza (od czasu początkowych demówek) piosenka wykonana po angielsku, która mnie interesowała najbardziej, jako, że narzecze mieszkańców Albionu jest zdecydowanie bardziej przyjazne dla większości ludzkości. Dzięki temu będę miała znacznie więcej o tej piosence do powiedzenia. A mowa tu o „Nomad”. Zastanawiałam się również, jak wypadnie ona wokalnie, ponieważ miałam kiedyś dopaść ich demówki w języku angielskim i po jednym przesłuchaniu odstawiłam je na bok, uznawszy, że to właściwie dobrze, że przeszli na swoją mowę ojczystą. Namęczyłam się co niemiara – jakość nagrań pozostawiała wiele do życzenia, a wokalista nie do końca dawał sobie radę z czystymi wokalami, które zwyczajnie mnie drażniły. Jednak upływ lat zrobił swoje, Antti się wyrobił, stał się pewniejszy, a i jako zespół Stam1na ma w tym momencie więcej do zaoferowania w kwestii aranżacji niż kilkanaście lat temu. „Nomad” ujął mnie również początkowym pomrukiem gitary, przypominającym mi mocno hipnotyczne brzmienie Toola i przejściem, które przypomniało mi o istnieniu takiego kolektywu jak Ayreon.

Kolejna rzecz, która mi się nie podoba i lekko może zakrawa na faszyzm, ale gdzie, do diabła, podziały się wolne kawałki? Prawda, zespół nie galopuje bez przerwy i daje nam odpocząć od nieustannego prania po pysku tu i ówdzie, ale nie ma ani pół wolnej ballady w stylu „Ovi” z płyty "Uudet kymmenen käskyä" tudzież tytułowego kawałka z „Viimeinen Atlantis„. Niby wiem, że wolno im robić, co im się żywnie podoba, bo to przecież to ich zespół, ale ja się zwyczajnie domagam takowego w przyszłości i koniec. Wydaje mi się, że pojedyncze wyhamowanie czasami potrafi albumowi zrobić lepiej niż piętnaście piosenek na pełnym gazie. W przypadku Deatchaina, którego płytę „Death Gods” recenzowałam już jakiś czas temu, efekt był piorunujący, bo płyta zyskała zupełnie nowy wymiar i więcej przestrzeni do manewru.

Podsumowując – jako przypadkowy słuchacz mogę powiedzieć „Nocebo” jest w pewnym sensie przełomowy dla Finów, bo to pierwszy album, na którym robią mały ukłon w stronę słuchaczy spoza kraju tysiąca jezior. Bo do tej pory Stam1na była pieczołowicie ukrywanym przez naród fiński skarbem, który mało kto poza ich krajem słyszał. A teraz wreszcie wychodzą z ukrycia. Jako osoba, która jest zaznajomiona z resztą ich twórczości, nie mogę powiedzieć, że jest to płyta ponadprzeciętna. Bo mają w dorobku płyty zwyczajnie lepsze. Zaś jako ich fanka cieszę się, że są w dobrej formie ogólnej i czekam, aż mi przypierdolą następnym album w paszczę tak, że nie będę wiedziała, jak wejść po schodach na górę. Bo takie jest moje życzenie.

Dziękuję za pomoc Hiidenpeikko przy tłumaczeniu.

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram feed

Like us on Facebook