Czad Festiwal 2016 dzień 1 i 2 - relacja + zdjęcia

17:34

czad festiwal 2016

To nie jest tak, że miałam wysokie oczekiwania. A skąd!

W tym roku po prostu cierpiałam na niebywałych rozmiarów klęskę urodzaju w na tle festiwalowym. Nie wyszło z Provinssi na które się napaliłam jak Reksio na szynkę, a Dark Bombastic Evening musiałam odpuścić ze względu na odległość (no słowo daję, byłam święcie przekonana, że ta Transylwania bliżej leży!) i, co za tym idzie, ceny biletów lotniczych (taryfa wakacyjna bolała nawet mój wówczas przepełniony funtami portfel). I, nie powiem, troszkę czekałam z niecierpliwością na Czad Festiwal. Czort z tym, że festiwal mały. To wcale nie znaczy, że nie można się na nim dobrze bawić. Kilka lat temu pojechałam na jednodniowe festiwalątko tylko dlatego, że nazwa jednej z kapel brzmiała na tyle zabawnie, że zabrałam fotograficzne zabawki i zapakowałam się w Polskiego Busa jadącego w kierunku Pragi. I teraz mogę się pochwalić, że zobaczyłam zespół Atari Terror, a i bawiłam się tam podokazywałam sobie, pomimo tego, że nie znałam tam ani pół zespołu.

Liczyłam zatem, że będzie mi dane poczuć tą festiwalową atmosferę, która dobrze by mi zrobiła po całym lecie spędzonym w zapyziałym Londynie. Zamiast tego wyjechałam ze Straszęcina z ulgą, że przynajmniej nie na drugi dzień nie dostanę bólu głowy od istnego burdelu (bo inaczej tego nazwać nie idzie) organizacyjnego, który zastałam na miejscu. Ale po kolei.


Dzień pierwszy


Po dojechaniu na miejsce, zrzuceniu z siebie wszystkich tobołków w moim tymczasowym lokum, udałam się na poszukiwania punktu prasowego. A trzeba wiedzieć, iż mimo faktu, że Straszęcin to nieduża wioseczka, organizatorzy Czad Festiwalu zdecydowali się umieścić bramki nie przy głównym wejściu do ośrodka sportowego, gdzie całość miała miejsce. A przy okazji nieopodal mojego lokum. O nie, to by było za łatwe. I miało sens. Bramki umieszczono, ku mojej wielkiej radości, po przeciwnej stronie ośrodka, mniej więcej od tyłu i lekko po skosie. Wobec tego musiałam lecieć na złamanie karku, modląc się, żeby załapać się chociaż na końcówkę Russkai, którą można było już usłyszeć z oddali, a na której zobaczeniu bardzo mi zależało. Z wywieszonym jęzorem w okolicy kolan znalazłam wreszcie bramki, jednak w zasięgu wzroku nigdzie nie było widać punktu prasowego. Wobec tego zaczepiłam kogoś z ochrony i zapytałam, gdzie można dostać akredytacje prasowe. Dziewczę spojrzało na mnie dziwnie i uprzejmie odpowiedziała, że nie ma pojęcia co to jest. Kiedy tylko otrząsnęłam się z szoku, odparłam hasłowo, niczym podróżnik próbujący dogadać się z tubylcami na wsi w prowincji Syczuan - “Media? Dziennikarze? Fotografowie?”. Na co uzyskałam prostolinijną odpowiedz, że dziewczę nie wie. Ładny początek, nie ma co. Jednak po szybkiej konsultacji z osobą stojącą oczko wyżej w ochroniarskiej hierarchii, zostałam odesłana do kontenera opatrzonego plakietką “punkt informacyjny”, gdzie musiałam sobie poczekać z innymi dziennikarzami na moją plakietkę. Bo pani obsługująca punkt gdzieś wybyła. No nic, pomyślałam, Russkaję trzeba będzie ich złapać na innym koncercie. Bo chyba właśnie koncert poszedł się rypać. A szkoda.

czad festiwal
Kiedy wreszcie udało mi się dostać plakietkę i lichutką opaskę, a następnie przedostać na teren festiwalu, uznałam, że mogę równie dobrze pozwiedzać strefę piwno-gastronomiczną. Sporo food trucków, gdzie mnogość jedzenia mogła przyprawić o lekki zawrót głowy. Tu zapiekanka, tam wegańskie żarełko, po drodze kawa, burgery, frytki, lody… Narzekać nie można. Choć na lekki minus zasługuje piwo, o obniżonej zawartości alkoholu. Tutaj wręcz brakuje człowiekowi podejścia choćby takich Czechów - sąsiedzi z południa ogłosiliby co najmniej strajk i zaczęli tupać nóżkami, gdyby ktoś tylko śmiał próbować im wcisnąć tak słabiutkie piwo. No, ale co kraj to obyczaj, a dla mnie nauczka, żeby kulać się festiwalowo na południe, a nie na wschód. Na nasze szczęście browar był zimny, bo w ostatnich dniach sierpnia słońce prażyło niemiłosiernie. Ani chybi lato postanowiło nam jeszcze pokazać, na co je stać.

rou reynolds enter shikari

Po obejrzeniu sobie strefy na przysłowiowy wypas, udałam się do osobnej strefy, już tej festiwalowej. Na scenie rozgościło się już na dobre Enter Shikari. Brytyjczycy, mimo tropikalnej aury, zgromadzili spory tłum pod sceną i, o ile to możliwe, rozgrzewając publikę jeszcze bardziej niż słońce na nieboskłonie. Żałuję, że nie dałam rady załapać się pod scenę z aparatem, bo wokalista to zwierzę iście scenicznie i całkiem widowiskowe. Do odfajkowania w przyszłości z pewnością.

Enter Shikari Czad Festiwal

Enter Shikari Czad Festiwal

Enter Shikari Czad Festiwal

Enter Shikari Czad Festiwal

Enter Shikari Czad Festiwal


dub incNiestety, tuż po Enter Shikari de facto skończyły się koncerty na które najbardziej czekałam i mniej więcej do wieczora pełzałam od mniejszej do większej sceny z aparatem z braku laku, aby po prostu się czymś zająć. Także po szybkim wypadzie do gastrostrefy w celu nawodnienia, podyrdałam pod większą scenę, aby zobaczyć Dub Inc. Nie mam nic przeciwko muzyce reagge. A gdzie tam. Tylko to cokolwiek nie jest moja bajka. Najbliższe wstawki muzyczne, które mają cokolwiek wspólnego z reagge na mojej playliście na komórce to wesołe dżampdafakanie w wykonaniu Maxem Cavalerą z ery wczesnego Soulfly’a. Go figure then. Także w fosie pobujałam się raczej z musu, podziwiając jak ładnie wokaliści Bouchkour i Komlan łapią kontakt z publiką.


Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal crowd tłum

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal

Dub Inc Czad Festiwal crowd tłum


nofx fat mikeNastępnym koncertem, na który się udałam było NOFX. Jak prawdziwy fosiarz nie miałam oczywiście najmniejszego pojęcia, co to za czort. Okazało się to być zgrzebne punkrockowe granie rodem z Kalifornii. I, mimo, że kolesie na scenie prawdopodobnie mają dłuższy staż grania niż ja mam lat na karku, to wywijali na scenie nie gorzej niż kapele od nich o połowę młodsze. A już chyba najbardziej wokalista Fat Mike, który hasał po przedłużonej scenie niczym rącza sarenka. Tylko taka w kilcie i z czerwonym irokezem. Me likey.

NOFX Czad Festiwal crowd

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal Fat Mike

NOFX Czad Festiwal crowd tłum

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal fat mike

NOFX Czad Festiwal

NOFX Czad Festiwal crowd tłum

NOFX Czad Festiwal

Po NOFX miał występować Anthony B., ale uznałam, że dzienną normę reagge już wyrobiłam, toteż czmychnęłam do mojego lokum, żeby się przyodziać. Krótką mówiąc, jak tylko słońce schowało się lasem, wieczorne niebo dosłownie wsiorbało upał jak bibułka. I nawet mój wytrenowany w wyspiarskim klimacie odwłok zaczął się domagać jakiejś kurtałki. Ubrana już jak należy, zabrałam się już z koleżanką, która wówczas już dotarła do Straszęcina na teren festiwalu zobaczyć ostatnie dwa koncerty.

fiddler's green czad festiwalCo do Fiddler’s Green to miałam przeczucie, że może to być radosne irlandzkie folkowe granie. A że takiego nigdy dość, to uznałyśmy z Agą, że nie ma to tamto, trzeba iść. Co ciekawe, panowie są z Niemiec, a rżnęli irlandzkie folki jak rdzenni mieszkańcy zielonej wyspy. A z resztą, co za różnica skąd są, grunt, że grają dobrze! Co ciekawe, członkowie zespołu określają muzykę jako uprawiają mianem irlandzkiego speedfolku. Jak bardzo to określenie jest na miejscu, wie każdy, kto z Fiddler’s Green miał styczność ;)


Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal

Fiddler’s Green Czad Festiwal


Pennywise Czad Festiwal


Na deser - Pennywise. Nie taki klaun straszny, jak go malują, bo okazało się, że jest to również formacja punk rockowa. Z której zapamiętałam najbardziej koszmarne światło na scenie. I całkiem przyzwoitego seta, który zakończył dzień pierwszy, po którym udałyśmy się na upragniony spoczynek.





Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Pennywise Czad Festiwal

Dzień drugi


przed i po opaski czad festiwalDzień rozpoczęłyśmy od zorientowania się, że nasze lichutkie opaski prasowe poległy w starciu z porannym prysznicem. Nadrukowany na niej napis “media” niestety spłynął przy pierwszym kontakcie z wodą. Dzień wcześniej już uznałam, że papierowa opaska na 4 dni to trochę chybiony pomysł, ale na szczęście, później się okazało, że organizatorzy przymknęli na to oko.

Na co my nie mogłyśmy przymknąć oka, był fakt, że przepływ informacji między ochroną jest znikomy, żeby nie powiedzieć, że go nie ma. Wyobraźcie sobie zatem sytuację - mieszkacie dosłownie naprzeciwko wjazdu na teren festu. Technicznego co prawda, ale wjazdu. Ba, stosunkowo blisko do tegoż znajduje się namiot prasowy! A że jesteście leniwą bułą jak ja i nie chce się wam zasuwać na około, to zagadujecie ochroniarza, czy nie byłoby problemu, żeby sobie na szybko myknąć tym wejściem. Nie można. No trudno, jak nie, to nie. Żeby było śmieszniej, kiedy dotarłyśmy do wjazdu dla uczestników, ochroniarz zaczepił nas, szczerze zdziwiony, dlaczego nie weszłyśmy wejściem technicznym. Bo on dostał informację, że mamy się tam kierować. Czeski film po prostu. Obiecałyśmy, że jutro z pewnością tam się udamy i pogalopowałyśmy, żeby załapać się na nasz pierwszy koncert tego dnia.


sami hinkka ensiferum czad festiwalJak zaczynać dzień na festiwalu, to z przytupem i wesoło. A taką gwarancją jest, jak zawsze zresztą, Ensiferum. Jakkolwiek dziwnie się ich ogląda w pełnym słońcu oraz o tak wczesnej godzinie, dzierżący miecz Finowie to stuprocentowi profesjonaliści. Nawet w popołudniowej spiekocie pojawili się na scenie w pełnym rynsztunku bojowym - w nowych strojach scenicznych i zwyczajowo umazanych mordkach. I nie ma że boli, że gorąco. Na scenę wymarsz i łbami trzepać!



ensiferum Markus Toivonen czad festiwal
Tradycyjnie postanowiłam się przykleić do basisty Samiego Hinkki, którego Aga stosownie przezwała swego czasu diabłem tasmańskim. Kto widział, jakie miny Sami trzaska i jak spektakularnie się po scenie mota, ten wie. Ale tego dnia chyba miał albo słabszy dzień albo po prostu uznał, że woli nie wyglądać jak topielec po pierwszej piosence i nie szalał aż tak bardzo. Za to, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, gitarzysta Markus Toivonen okazał się być wyjątkowo żywiołowym podczas tego koncertu. Ostantim razem kiedy widziałam Ensiferum na żywo Markus jeno łagodnie się bujał stojąc przy mikrofonie, jakby miał problem z kręgosłupem. Nie, to nie tak że marudzę, cieszę się jak diabli! Oby sobie jak najdłużej śmigał po scenie.



netta skog ensiferum czad festiwalCiekawa też byłam, jak sobie radzi nowa pani klawiszowiec, tfu, akordeonistka, Netta Skog, która zastąpiła grającą uprzednio na klawiszach Emmi Silvennoinen. I, co tu dużo mówić, Netta udowodniła, że jej “kaloryfer” to żaden zalatujący mychą instrument, ino pełnoprawny mechanizm mający swoje solidne miejsce w zespole. A i nawet dała radę pozamiatać trochę piórkami znad tegoż. Widziałam już headbangowanie z lirą korbową w łapkach w wykonaniu Anny Murphy, kiedy jeszcze była w Eluveitie, ale z akordeonem? Dla mnie nowość, kupuję!

Petri Lindroos ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

netta skog ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

Petri Lindroos ensiferum czad festiwal

ensiferum Markus Toivonen czad festiwal

netta skog ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

ensiferum Markus Toivonen czad festiwal

Petri Lindroos ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

sami hinkka ensiferum czad festiwal

netta skog ensiferum czad festiwal

perkele ensiferum czad festiwal

Petri Lindroos ensiferum czad festiwal

Niestety, żeby nie było nam tak słodko-pierdząco i kucyponkowo, ochrona postanowiła, że spierniczy nam robienie zdjęć i z przyczyn niewyjaśnionych (póki co), postanowiła fotografów wywalić z fosy po drugim kawałku. Jak już wspominałam, nie mam za dużych wymagań. I zawsze mam głęboki szacunek do ochrony na koncertach, bo to zwykle dzięki niej nie ląduje mi nikt na łbie w trakcie koncertu. Za co jestem im niezmiernie wdzięczna.
Ale! Jeśli ktoś sobie rości prawa do moich trzech kawałków, w trakcie których mogę być w fosie, to zaczynam się wkurzać. I to tak na porządnie. Bo, jeśli były jakieś informacje, że ten fosiarski dogmat ulega zmianie, bo artysta sobie tego życzy albo istnieją przesłanki dotyczące naszego bezpieczeństwa (typu pirotechnika), to się nas o tym informuje. PRZED koncertem. Nie trzeba pisać podania w trzech egzemplarzach, wystarczy, że szef ochrony nam o tym powie tuż przed wejściem pod scenę. Ale nie, na Trygława i Swaroga, wypycha na siłę, W TRAKCIE koncertu. A ja, jako że nie mam gabarytów (ani wtyków) pozwalających mi na pyskowanie do ochroniarzy, musiałam skapitulować, mimo protestów. Po prawdzie, to po koncercie nabijaliśmy się wśród fotografów, że ochrona pewnie do trzech nie umie się doliczyć. Że pewnie biorą wyciszenie w trakcie piosenki za przerwę między utworami. No i wykrakaliśmy. Ale o tym jeszcze później, bo się zapluję jadem na amen.

ice coffee kawa mrożona czad festiwal



Na pociechę udałyśmy się z Agą na mrożoną kawę, a potem, jak najprawdziwsze mroczne stworzenia, poszłyśmy się schować do cienia. Bo fason trzeba trzymać!








sexbomba robert szymański czad festiwalNastępna w kolejce do “ustrzelenia” była Sexbomba, grająca w tym roku koncerty na trzydziestolecie kapeli. Przyjemne połączenie rock’n’rolla i punk rocka zgarnęło niezłą publikę pod sceną. Bo i było co oglądać - Robert Szymański cały czas ma rockowego ducha za pazuchą i nie boi się tego okazać. Wywijanie mikrofonem? Jest. Skakanie po scenie z podestu na perkusję? Jak najbardziej. Wkładanie 200% w występ, jak prawdziwy stachanowiec? No ba. Także, wszystkiego najlepszego z okazji trzydziechy, oby wam jeszcze drugie tyle stuknęło w przyszłości.

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal

sexbomba robert szymański czad festiwal


Hollywood undead czad festiwalSłońce nadal paliło w plecy, także czmychnęłyśmy się szybciutko nawodnić do stoiska Książęcego przed Hollywood Undead. Które, z tego co widziałam po koszulkach publiki zainstalowanej od rana na barierkach, najwyraźniej pretendowało do miana głównej gwiazdy tego dnia, wraz z Nightwishem. Jak dla mnie pewniaczkiem był oczywiście ten drugi zespół, ale skoro tyle ludzi zdołali tu nazbierać, to musiała to być niczego sobie kapela. Jak to ładnie powiedział Leonardo DiCaprio w “Django” - “You had my curiosity, but now you have my attention”.

Hollywood undead czad festiwalPowiem tyle - nie pomyliłam się. W fosie miotałam się jak kot z pęcherzem, bo kiedy tylko chłopaki z Hollywood Undead zaczęli wychodzić na scenę, to jakby worek się z nimi rozwiązał, bagatela ośmiu chłopa. Prawie jak w Eluveitie! Z tą różnicą, że Amerykanie na scenę wychodzą w maskach scenicznych. I o ile ten pomysł wydawał mi się świetny w kontekście show, tak na zdjęciach maska to jednak maska, jest cokolwiek mało ekspresyjna. Ale że nie jestem typem, co się poddaje łatwo, stanęłam prawie na rzęsach, żeby miało to jak najwięcej dynamiki. I niech dynamika będzie słowem kluczowym określającym ten koncert. Oraz samo wykonanie - panowie dawali z siebie wszystko, żebyśmy dosłownie poczuli emocje włożone w ich śpiew. Tudzież rapsy, bo HU się nie ogranicza jeno do śpiewu. Wiecie o co chodzi. Ostatnim razem miałam takie odczucie, kiedy usłyszałam po raz pierwszy piosenkę "Sydänjuuret" fińskiej kapeli Mokoma. Nie miałam najmniejszego pojęcia o czym utwór traktuje, ale wykonanie zrobiło swoje, bo podskórnie wiedziałam, co chcą przekazać. Pomijając tą małą dygresję - Hollywood Undead ma moją okejkę i pieczęć jakości. Jak grają w pobliżu, to polecam pójść, bo warto.

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal

Hollywood undead czad festiwal



farben lehre czad festiwalNastępnie - szybki pitsop, a potem Farben Lehre, które podobnie jak Sexbomba obchodziło trzydziestolecie. Zmówili się, czy ki pieron? Mniejsza z tym. W odróżnieniu od kolegów z Legionowa, Farben Lehre zaprosili gości, a mianowicie zespół Tabu. Miłe urozmaicenie dla dość schematycznego koncertu. Bo, umówmy się, jak widzieliście raz na juwenaliach czy majówce FL, to widzieliście ich każdy koncert. Ale może to tylko ja, bo jak się już zapewne domyśliliście, że za specjalną fanką ich nie jestem.

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal tłum publika publiczność

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

farben lehre czad festiwal

Na koniec, ulubieniec publiczności. Panie i panowie, Nightwish! Odkąd zdecydowali się na zmianę wokalistki na Holenderkę Floor Jansen, nie mogę przestać być im wdzięczna. Bo, wierzcie mi, po zobaczeniu Nightwisha z Tarją na wokalu, zwyczajnie nie mogłam dać szansy Anette na żywo. Ale odkąd zobaczyłam jak, co tu dużo mówić, zajebiście Floor daje sobie radę w 2013 na Sauna Open Airze, tak teraz z dziką radochą chodzę na ich koncerty.

nightwish tuomas holopainen czad festiwalNa dzień dobry jednak lekki zgrzycik - mieliśmy mieć wstęp po scenę po czwartym numerze. W porządku, pewnie będzie pirotechnika. No i czekamy, czekamy… A pyro niet. Jaki więc był sens trzymania nas na boku cały czas? No nic, przynajmniej popatrzyłam sobie na wesoło hasającą publikę w pierwszych rzędach. Aż wreszcie wchodzimy do fosy. Miałam na ten koncert mocne postanowienie odpierniczenia się od Marco Hietali i fotografowania reszty najtłiszowego gangu. I myślę, że podołałam. Raz, że scena była stosunkowo nisko, że mogłam sobie wszystkich ładnie pooglądać. Dwa, że Tuomas Holopainen wreszcie przestał się bawić we Franka Organka i wreszcie go było porządnie widać zza klawiszy! Alleluja! Trzy… nie no, to w sumie łączy się z jedynką, bo wreszcie zobaczyłam Emppu. Alleluja kwadrat! Ba, nawet się Troy Donockley i Kai Hahto zaplątali. Żyć nie umierać.

nightwish emppu vuorinen marco hietala czad festiwal polandNightwish w dalszym ciągu promował swój ostatni album “Endless Forms Most Beautiful”. I jakkolwiek nie mam nic przeciwko temu krążkowi, to na samym koncercie brakowało mi standardów najtłiszowych typu “Wish I Had An Angel”, “Fish…”, e, to znaczy “Wishmaster” w trakcie których publika powyłaby sobie radośnie z zespołem. Ze staroci dostaliśmy tak naprawdę “Nemo”. Choć ja tam siedzę cicho, bo dostałam moje najukochańsze “I Want My Tears Back”, które od momentu wypuszczenia “Imaginaerum” jeszcze mi się nie znudziło, mimo, że katuję ten kawałek niemal dzień w dzień. Co jeszcze… Floor jakby się gubiła w tle, bo dźwiękowiec chyba coś zaspał na swojej szychcie. Trochę szkoda.

nightwish floor jansen czad festiwalA na deser powtórka z rozrywki - ochrona ZNOWU nie potrafiła się doliczyć do trzech numerów. Także po raz kolejny zostaliśmy wykopani z fosy bez żadnego uprzedzenia przez nieudolność ochrony. Ja nie wiem, pod sceną może powinna może biegać taka pani w bikini z kartonikiem z liczbami 1, 2, 3, jak na walkach bokserskich? Może to by coś pomogło? Jak trzeba chętnie jej nawet zapłacę, gdyby to miało coś pomóc. Toteż znowu wylazłam z fosy wściekła, klnąc na czym ten świat stoi.

nightwish marco hietala czad festiwal poland

nightwish emppu vuorinen czad festiwal poland

nightwish tuomas holopainen czad festiwal

nightwish floor jansen czad festiwal

nightwish floor jansen czad festiwal

nightwish floor jansen czad festiwal

nightwish kai hahto czad festiwal

nightwish marco hietala czad festiwal poland

Troy Donockley nightwish czad festiwal

nightwish floor jansen czad festiwal

nightwish floor jansen czad festiwal

nightwish marco hietala czad festiwal poland

nightwish floor jansen czad festiwal

Po Nightwishu czekały nas jeszcze dwa koncerty, mianowicie Myslovitza oraz Kabanosa, ale wówczas już postanowiłam ogłosić fajrant i zakręcić się koło stoiska z piwem.

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram feed

Like us on Facebook