Czad Festiwal 2016 dzień 3 i 4 - relacja + zdjęcia

02:19

Neonfly fireshow Czad Festival Frederick Thunder


Dzień trzeci


Tego dnia miałam obstawiać cały koncert brytyjskiej formacji Neonfly. Miałam już z nimi przyjemność obcować podczas tyciego festiwalątka pod Pragą, o którym wspominałam na początku relacji. Toteż około 11-tej wypełzłam z naszego lokum i zauważyłam, że nie na bramkach od wejścia technicznego nawet pies z kulawą nogą nie stoi. Jak już wspominałam, szczycę się tytułem leniwej buły i z czystej ciekawości postanowiłam sprawdzić, czy mogę się wtrynić od tyłu. Mogłam. I nawet nikt mnie nie zaczepił. Także, ten, drodzy organizatorzy - albo nikogo nie wpuszczacie albo nagle macie to w rzyci? Czas się zdecydować.



Następnie kulturalnie podeszłam sobie do Neonfly’a, spędzając większość poranka razem z nimi. Z mojej sympatii do nich uznałam, że co to dla mnie obfotografować cały set. Że co, ja niby nie mogę? Bogdan, potrzym mnie piwo! No, ale nie wzięłam pod uwagę, że na scenie i w fosie będzie gorąco jak w piecu hutniczym. I już wiedziałam mniej więcej, jak się musiała wczoraj czuć ekipa z Ensiferum. I każda inna ekipa grająca koło południa na deskach głównej sceny. I salute you!

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Paul Miller

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Paul Miller

Neonfly Czad Festival Willy Norton Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder Paul Miller

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival

Neonfly Czad Festival


Neonfly Czad Festival Willy NortonWracając do tematu - Neonfly to brytyjska formacja grająca już od prawie dekady, niestety nie znana szerszej publiczności. A szkoda, bo grają naprawdę szworny melodyjny power metal. Którego przekrojówkę bardzo dobrze zaprezentowali podczas swojego koncertu - “Whispered Dreams”, “A Gift To Remember”, “Morning Star”. Zaserwowali nam też Medley, czyli trzy piosenki zmontowane w jedną. W sumie racja, co się będą pierniczyć, trzeba się zaprezentować przed publiką, a tu czasu mało! Co więcej, Neonfly zawsze robi dobre show. Koordynacja na scenie godna tej Acceptowej, a i stroje zasługują na osobną uwagę. No i, było nie było, dzięki nim mieliśmy pierwszą pirotechnikę na festiwalu! Co prawda było to klasyczne combo parafina + ogień + Frederick gitarzysta, ale co z tego, było pyro! A tego nawet Nightwish nie miał dzień wcześniej. Where is your god now?! Mam też szczerą nadzieję, że jeszcze wrócą do Polski, ino na jakiś koncert klubowy.


Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Andy Midgley Frederick Thinder

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Paul Miller

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Willy Norton Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Paul Miller

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Paul Miller Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Paul Miller Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Paul Miller Frederick Thunder Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder fireball

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder fireball

Neonfly Czad Festival Paul Miller

Neonfly Czad Festival Paul Miller Willy Norton

Neonfly Czad Festival Willy Norton

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Frederick Thunder

Neonfly Czad Festival Willy Norton Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival  Paul Miller

Neonfly Czad Festival Andy Midgley

Neonfly Czad Festival Willy Norton


Pull The Wire zostało mi zarekomendowane przez Agę jako zespół pozytywnie pieprznięty w dekiel. A że mnie lepszej rekomendacji nie potrzeba, powlokłam się pod małą oscenę, jeszcze nieco zmaltretowana po koncercie Neonków. Powiem tak, mimo koszmarnych kłopotów technicznych (serio, chłopaki zaczynali koncert ze trzy razy), energia i śmiejące się michy zespołu są zaraźliwe jak grypa w zerówce. I to właśnie głupio-śmieszno-serdeczne podejście zespołu do tekstów, jak i właśnie do złośliwości rzeczy martwych kupiło mnie dokumentnie.

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal

Pull The Wire Czad Festiwal



The Dreadnoughts Czad Festiwal
Następne w kolejce - The Dreadnoughts, które okazało się moim odkryciem festiwalowym. Głównie dlatego, że jestem człowiekiem podatnym na okołoceltyckie przygrywanie, a jeśli to przygrywanie jest okraszone rockowym pazurem, dużą dawką poczucia humoru i od czasu do czasu polskimi przekleństwami… nie mam wyjścia, muszę zacząć się wydzierać Polka's Not Dead! A to wszystko sporządzone przez wesołą gromadkę z Kanady. Teraz, jak ktoś z Kanady będzie się pieklił, że nie z kraju syropem klonowym płynącej nie ma żadnych dobrych artystów, podsunę im pod nos właśnie The Dreadnoughts.

The Dreadnoughts Czad Festiwal fruit bowl

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal
 The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal
Dodaj napis

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

The Dreadnoughts Czad Festiwal

Lecimy dalej. Lipali jeśli kiedykolwiek pojawiło się na moim radarze muzycznym (a zdarzało się to nader rzadko), to było nieco przyćmiewane innym projektem Tomka Lipnickiego, czyli Illusion. Ale w żadnym razie nie mogę Lipali odmówić solidnego koncertowego pierdolnięcia.


Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI

Lipali Czad Festiwal ROMAN BEREŹNICKI

Lipali Czad Festiwal ROMAN BEREŹNICKI

Lipali Czad Festiwal ADRIAN „QLOS” KULIK

Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI

Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI

Lipali Czad Festiwal ROMAN BEREŹNICKI ADRIAN „QLOS” KULIK

Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI

Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI

Lipali Czad Festiwal TOMEK „LIPA” LIPNICKI


Avantasia crowd tłum Czad FestiwalNadejszła wiekopomna chwila na… Avantasię! Ferajna pod egidą Tobiasa Sammeta miała wystąpić bądź co bądź po raz pierwszy w Polsce. W sumie to nawet byłyśmy z Agą zaskoczone, że dostali raptem półtorej godzinki na rozgoszczenie się na scenie. W Czechach, gdzie ludność dałaby się pokroić za projekt Tobiasa Sammeta, standardem jest dwie i pół godziny wzwyż, które skwapliwe wykorzystują. Zaskoczeniem też była taka sobie frekwencja - obie nawykłyśmy, że na czeskich koncertach na takim Masters Of Rock (gdzie grają zwykle co drugi rok, z kalendarzem w łapie) teren festiwalu dosłownie pęka w szwach, ostatnio liczby zaczęły sięgać pięćdziesięciu tysięcy sztuk. W Straszęcinie nawet połowa boiska, gdzie była rozstawiona główna scena, nie była zapełniona. Strzelam, że część ludzi wybrała Rammsteina we Wrocławiu albo, nie ma się co czarować, nie chciało im się jechać na ten koniec świata. No bo to zawsze łatwiej wybrać się do Czech czy Niemiec, gdzie Avantasia gra często i gęsto.
Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal


Nie mniej jednak, kiedy Tobi wreszcie pojawił się schodkach, będących elementem scenografii, został powitany taką ilością decybeli, że aż dziw, że nie został stamtąd zmieciony. Na pierwszy ogień poszło “Mystery of a Blood Red Rose”, gdzie Tobias łagodnie pląsał sobie po scenie. Ja wiem, że Avantasia to nie Edguy, ale jakoś tak brakowało mi jego śmigania się po scenie jak fryga na kwasie. Tego co mi brakowało u Tobiasa nadrobił pierwszy gość, a mianowicie Ronnie Atkins wokalista Pretty Maids. Na Trygława i Swaroga, ten facet jest sporo starszy od Sammeta, a energią mógłby obdzielić kilka zespołów.


Avantasia Sascha Paeth Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia crowd tłum Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal


Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Ronnie Atkins Czad Festiwal

Avantasia Tobias Sammet Czad Festiwal

Avantasia Czad Festiwal

Avantasia Sascha Paeth Czad Festiwal

Avantasia Michael Kiske Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

W tym momencie nastąpiło, a jakże, bolesne deja-vu w wykonaniu ochrony, która po raz kolejny nas zaczęła wypieprzać z fosy po drugim kawałku. To już zakrawało na jakąś farsę. Zwłaszcza, że tuż przed koncertem zapytałam się szefa ochrony wprost - “trzy piosenki?”. “Tak, trzy”. Świetnie. Ale nagle podchodzi do mnie tenże i rzecze, że on dostał informację, że teraz, w tym momencie mamy wysuwać stamtąd. Na moją odpowiedź, że to chyba jakieś jaja, nie zmienia się wersji wydarzeń w trakcie koncertu, a tym bardziej nie wywala w połowie trzeciego kawałka, szef ochrony zaczął powtarzać się jak zdarta płyta, że mamy iść, bo on dostał taką informację. Zdążyłam jeszcze na szybko uchwycić Kiskego na scenie, ale niektórzy nie mieli takiego szczęścia. Aga została była wypychana z fosy od początku drugiego kawałka. Słowo daję, samodzielnego myślenia i elastyczności ochrona na Czad Festiwalu chyba uczyła się od białoruskiego urzędu skarbowego.

Wściekłe jak cholera, poszłyśmy odsapnąć chwilę przed ostatnimi koncertami. Na małej scenie kapelą mającą zakończyć dzień był słowacki zespół Konflikt. Słowacy grają punk rock, którego mieliśmy już na festiwalu w nadmiarze. Dla mnie w porządku, ale odwłoku nie urywa, ale zgromadzili niezłą publikę pod sceną.



Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Konflikt Slovensko Slovakia Czad Festiwal

Tuż po Avantasii na dużej scenie rozmościło się The Exploited. Jakkolwiek nie przepadam za nimi muzycznie, strzelanie takiej legendy to zawsze niesamowicie satysfakcjonujące. Zwłaszcza, że ci kolesie zaczynali rozbijać się po klubach punkowych, kiedy ja nawet nie byłam w planach. Jednak po trzech przepisowych kawałkach (ochronie tym razem udało się doliczyć do trzech, zaś cud!), udałyśmy się powoli w kierunku naszego lokum. Jak na to patrzę z perspektywy czasu, mogłyśmy jeszcze chwilę zostać. Bo największy, nie bójmy się tego nazwać, przypał ze strony organizatorów nastąpił dopiero później, kiedy już się raczyłyśmy piwkiem. A mianowicie, The Exploited zawsze zapraszają ludzi na scenę, żeby sobie poskakać. Wiem to nawet ja, która może słyszała circa półtora ich kawałka w całości. Więc widziały gały co spraszały. A jak wybrnęli z sytuacji, kiedy jeden z fanów znalazł się na scenie?


The Exploited Irish Rob Czad Festiwal

The Exploited Wattie Czad Festiwal

The Exploited Irish Rob Czad Festiwal

The Exploited Wattie Czad Festiwal

The Exploited Wattie Czad Festiwal

The Exploited Wattie Czad Festiwal

The Exploited Wattie Czad Festiwal

The Exploited Irish Rob Czad Festiwal

The Exploited Robbie "Steed" Davidson Czad Festiwal


Tuż po tym odcięli The Exploited prąd.


Brawo. Po prostu brawo.

Ale co ja się będę produkować, sam zespół ma swoje trzy grosze do dorzucenia:

untitled-1

Polecam też przejrzeć opinie na stronie wydarzenia na facebooku. Witki opadają.

No, ale nie ma co stękać, bo już prawie jesteśmy na końcówce. Jeszcze tylko jeden dzień i do widzenia.

Dzień czwarty

Dzień czwarty zaczęłyśmy od przydybania Sabatona na soundchecku, żeby odebrać nasze naklejki uprawniające nas do obfocenia całego koncertu. Zwłaszcza mając w pamięci poprzednie dni i atrakcje, jak przyszykowała nam ochrona. Nie ma glupaka, żebyśmy się w to bawiły kolejny raz. Serio, zaczęłabym gryźć, jakby mnie po raz kolejny wywalił z fosy. Następnie, jako że było mnóstwo czasu do rozpoczęcia koncertów, ulokowałyśmy się pod parasolkami przy piwku. Tu taka mała dygresja - wszystkie koncerty zaczynały się około 15:30, co wydało mi się dość dziwne. Festiwale na których bywałam często zaczynały się koło pierwszej, ba, czasami nawet koło dziesiątej rano, jeśli były mocno przeładowane jak Mastersy. O ile w miastach ma sens zaczynać później, bo człek i tak ma się czym zająć, tak w Straszęcinie lista atrakcji była mocno ograniczona. Ludzie nie mieli co robić, toteż snuli się po okolicy bez ładu i składu, tankując procenty tu i ówdzie. Program można było spokojnie ograniczyć do trzech dni, zaczynając koncerty kapkę wcześniej, a ludzie mieliby jakieś zajęcie. Ale to tak na marginesie.

Około godziny 15:30 ustawiłyśmy się przy wejściu na teren festiwalu, bo chciałam obstrzelać zespół Worldly Savages. A tu figa, bo bramki zamknięte. Jakoś udało nam się przepchać i za bramki wejść po machnięciu plakietką “media”, jednak nikt poza nami nie został wpuszczony. W tym momencie zespół zaczął grać… a publika jak stała zakorkowana przy bramkach, tak stała, przez jakieś 15 minut. Zespół przez bity kwadrans grał do trawy, bo ochrona nie ogarnęła tak nieskomplikowanej czynności, jaką było wpuszczenie publiki na festiwal. “Bo oni nie dostali informacji”. Kompletny brak samodzielnego myślenia albo beznadziejnego zarządzania. Jedno z dwóch, możecie sobie wybrać. Kapitanie Picard, wracaj waść tutaj, migiem!


Na szczęście zespół podszedł do tego na kompletnym luzie. Kiedy jeden z fotografów, który robił im zdjęcia zza barierek (bo nie wpuszczono nas do fosy, bo nie), zaczął bić im gromkie brawo, wokalista z humorem stwierdził, że ten oto fotograf najlepiej czuje ich muzykę. Chapeau-bas dla Worldly Savages za dystans! Ekipa z Belgradu / Londynu / Toronto zaprezentowała sympatyczny set etniczno-punkowego grania, idącego w stronę Gogola Bordello bądź Kultur Shock. Zatem, jeśli poprzedników nie będzie w okolicy na koncercie, spokojnie możecie uderzyć na gig Worldly Savages. Kop energetyczny porównywalny, jak nie większy.

Worldly Savages Czad Festiwal

Worldly Savages Czad Festiwal

Worldly Savages Czad Festiwal

Worldly Savages Czad Festiwal
 Worldly Savages Czad Festiwal


Royal Republic to z kolei zespół grający bardzo energicznego rocka. I ładnie noszący się na scenie. Coś jak duński Volbeat, jeno z minimalnie większą różnorodnością wśród piosenek. W sumie nawet mieszkają prawie po sąsiedzku, jedni w Kopenhadze, drudzy w Malmö. Tą minimalną różnorodność odkryłam dopiero po powrocie do domu, bo na koncetowo brygada RR (see what I did there?) sprawuje się znakomicie i zapewni wam półtorej godziny dobrej zabawy.


Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic Jonas Almén Czad Festiwal


Royal Republic Per Andreasson Czad Festiwal

Royal Republic Jonas Almén Czad Festiwal

Royal Republic Hannes Irengård Czad Festiwal

Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic Per Andreasson Czad Festiwal

Royal Republic Per Andreasson Czad Festiwal

Royal Republic Per Andreasson Czad Festiwal

Royal Republic Hannes Irengård Czad Festiwal

Royal Republic Hannes Irengård Czad Festiwal

Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic Jonas Almén Czad Festiwal

Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic Per Andreasson Czad Festiwal

Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic Adam Grahn Czad Festiwal

Royal Republic crowd publiczność tłum Czad Festiwal


Weekendu z Tomkiem Lipnickim część druga. Dziś na tapecie Illusion, które zdecydowanie bardziej mi leży aniżeli Lipali. Powiedzmy też sobie całkiem szczerze - brakowało, oj, brakowało na Czadzie stricte ciężkich kapel. Illusion był tym powiewem świeżego powietrza w tym zapchanym punk rockiem rozkładzie jazdy festiwalu. Publika ewidentnie nie miała dość Lipy, bo pod sceną zgromadziła się sporych rozmiarów gawiedź, która razem z zespołem wyśpiewywała teksty.


Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Jarosław Śmigiel Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

jerzy rutkowski Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Paweł Herbasch Illusion Czad Festiwal

Jarosław Śmigiel Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

Tomasz Lipnicki Lipa Illusion Czad Festiwal

jerzy rutkowski Illusion Czad Festiwal


Następnie klasyk, czyli Perfect. W zasadzie to ciężko napisać coś, co nigdy nie było napisane od Perfekcie, który działa z przerwami prawie od czterech dekad. Na pewno na pochwałę zasługuje fakt, że zwyczajnie im się chce jeździć i grać koncerty. Stuprocentowo na plus. Acz było widać, że nie mają już tyle wigoru co kiedyś. Jednak publiczność miała to w nosie i odśpiewała razem z zespołem wszystkie klasyki z repertuaru Perfectu.

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal



Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Dariusz Kozakiewicz Perfect Czad Festiwal

 Dariusz Kozakiewicz Perfect Czad Festiwal

Jacek Krzaklewski Perfect Czad Festiwal

Jacek Krzaklewski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Perfect tłum crowd publika Czad Festiwal

Perfect tłum crowd publika Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Grzegorz Markowski Perfect Czad Festiwal

Po Perfekcie na małej scenie pojawiła się Mela Koteluk. Pasowała do festiwalowego klimatu jak kwiatek do kożucha, ale była równie miłą odmianą, co Illusion. Publiczność mogła sobie zwyczajnie odsapnąć od czterodniowego szaleństwa, słuchając subtelnych melodii w trakcie koncertu Meli. Oraz - miła odmiana, wreszcie mogłam zobaczyć Melę. W zeszłym roku na Majówce było z tym kapkę ciężko ze względu na kijowe oświetlenie.


Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal

Mela Koteluk Czad Festiwal


Saga ochroniarska - część kolejna! Tuż przed Sabatonem musiałyśmy też odkręcać kolejny zgrzyt z ochroną. Jedna ze współtowarzyszek z fosy zagadnęła mnie i Agę, żebyśmy pokazały się ochronie, żeby wiedzieli, że my konkretnie mamy zostać pod sceną. Od razu poleciałyśmy, żeby się panom opowiedzieć, ale z przyczyn niewyjaśnionych, skonstatowali oni, że my i tylko my wchodzimy do fosy. Na pytanie skąd ten wniosek, odbiłyśmy się po raz kolejny od solidnej tarczy “myśmy nie dostali informacji”. Jako że nam już wszystkie witki i reszta kończyn opadła, to pognałam do jednego z chłopaków, którzy zajmowali się informowaniem ochroniarzy o różnych wytycznych. Jak się okazało, do fosy oczywiście wchodzą wszyscy. Po prostu po raz kolejny wyszło, jak bardzo ta konkretna firma nie ma pojęcia o obstawianiu imprez typu festiwal. Albo nawet nie próbuje się do tego przygotować. No, ale pal sześć, Czad Festiwal miał się już ku końcowi.


Sabaton pyrotechnics fireworks stage fire Czad Festiwal Na osłodę, niedługo później usłyszeliśmy nowe sabatonowe intro, które zastąpiło “The Final Countdown”, czyli “You’re In The Army”. Utwór zdecydowanie bardziej na miejscu, a aranżacja Joakima dodała temu wszystkiemu porządnego metalowego sznytu. Następnie zgasły światła, a na scenę “wjechał” czołg, na którym szybko pojawił się perkusista Hannes Van Dahl. No i się zaczęło. Jeżeli powiem, że chłopaki dali do pieca, będzie to jak najbardziej na miejscu. Tym razem postanowili, że tylko w trzech utworach nie będzie pirotechniki. Atmosfera była dosłownie gorąca jak wszyscy diabli!


Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal
 
Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność hussars crowdsurfing Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton pyrotechnics Joakim Brodén Pär Sundström Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton pyrotechnics fireworks stage Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal polish panzer battalion

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal



dsc_6981A na samym koncercie sporo nowości. W końcu Sabaton wydał niedawno nowy krążek, także zaliczył zmianę w składzie. Było mi trochę smutno, że Thobbe Englund postanowił opuścić zespół, bo chyba nie ma tak drugiego fotogenicznego gitarzysty i z takim luzem w sobie. Jak wszyscy wokół byłam zatem ciekawa nowego “nabytku” w zespole, a mianowicie Tommy’ego Johanssona. Było widać, że biedaczysko jest trochę zestresowany taką ilością publiki i swoim pierwszym dużym występem w Polsce. Niepotrzebnie! Dał sobie radę znakomicie i śpiewająco odbył swój chrzest bojowy ;) A jak pozuje do fotek!


Sabaton Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland fire pyrotechnics Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland fire pyrotechnics Czad Festiwal

Sabaton fire pyrotechnics Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton Tommy Johansson Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Tommy Johansson Chris Rörland Czad Festiwal


Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal jeszcze jedno piwoCo do nowości z płyty “Last Stand”. Mieliśmy “Blood of Bannockburn”, kawałek zacny, “Shiroyamę”, która jest okej, tylko brzmi tak jakby chłopaki pobawili się w recykling swoich własnych piosenek, “The Lost Battalion” przypominający mi na początku jakąś kolędę, “Spartę”, która jest w porządku, acz dopiero za Husarzy mam ochotę Sabaton wezwać na dywanik. Tak perfidnej zrzyny z “Uprising” dawno nie widziałam. Nie zrozumcie mnie źle. Życzę temu zespołowi jak najlepiej odkąd pamiętam. Przez dośćdługi czas działałam w ich fanklubie. Do dziś chodzę na koncerty, żeby spotkać znajomych z fanklubu i jakby nie było, jestem na bieżąco z ich muzyką. Ale to, że ich lubię, nie znaczy, że będzie mi się podobać wszystko, co chłopaki stworzą. A “Last Stand” jest albumem nawet jak na nich przeciętnym, któremu brakuje tego kopa, które miało takie “The Art Of War”. Myślę, że dobrze by im zrobiła jakaś dłuższa przerwa, żeby przewietrzyć sobie głowy przed kolejnym wejściem do studia. Czas pokaże.


Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton crowd stage scena publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd stage scena publiczność Czad Festiwal pyro

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal guitar

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal guitar

Tommy Johansson Sabaton Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal guitar fire

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Tommy Johansson Sabaton Czad Festiwal Crescent moon

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal guitar fire

Tommy Johansson Sabaton Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Pär Sundström Chris Rörland Tommy Johansson Czad Festiwal


Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal jeszcze jedno piwoWracając do koncertu - publika prawie że tradycyjnie kazała Joakimowi wyżłopać browary, wrzeszcząc “Jeszcze jedno piwo!”, ba, nawet gitarzysta Chris się nie wymigał. Ten ostatni przejął także schedę po Thobbe, który to zwykle robił wstęp do “To Hell And Back”. Przedtem było to Monty Pythonowe “Always Look at the Bright Side of Life”, teraz jednak Chris zapluł się prawie na amen, próbując zagwizdać partie w “Wind of Change” Scorpionsów. Do ogólnej głupawki dołożył się Joakim, który został praktycznie przez publiczność ubrany w cokolwiek ciekawe okulary oraz (prawdopodobnie) wełnianą kieckę, która wygląda na nim jak poncho. Innymi słowy, atmosfera była cokolwiek piknikowo-rodzinna.


Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton crowd publika tłum publiczność Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland Pär Sundström Czad Festiwal fencing szermierka

Sabaton Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal

Sabaton Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton Pär Sundström Czad Festiwal

Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal crowd tłum fani guitar

Sabaton Chris Rörland Czad Festiwal crowd catwalk
 Sabaton Joakim Brodén Pär Sundström Chris Rörland Tommy Johansson Czad Festiwal

Sabaton Joakim Brodén Hannes Van Dahl  Pär Sundström Chris Rörland Tommy Johansson Czad Festiwal


Sabaton Joakim Brodén Czad Festiwal Oprócz nowości, nie zabrakło też stałych punktów programu, jak “Resist and Bite”, “Attero…”, “Swedish Pagans”, “40:1” czy “Primo Victoria”, gdzie publiczność mogła sobie radośnie poskakać razem z zespołem. Koncert zakończyło “Metal Crüe”, gdzie Tommy pokazał, na co go stać i zapiał początek utworu tak spektakularnie, że mam podstawy podejrzewać, że to przeważyło na przyjęciu go do Sabatonu. Zespół obiecał, że pojawi się wkrótce na koncertach w Polsce, co zostało oficjalnie ogłoszone dzień później. Do następnego!

Che Sudaka gdzieś mi umknął tak po prawdzie, ale udało mi się jeszcze załapać na Alborosie, który zamknął czwartą edycję Czad Festiwal.


Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal

Alborosie Czad Festiwal


Trzy grosze na koniec. Kiedy usłyszałam, że to czwarta edycja festiwalu, to za łeb się złapałam. Bo tak nieporadnie zorganizowanego festu już dawno nie widziałam. O przepływie informacji mogłabym cały traktat walnąć. O nieustannym trzepaniu na bramkach w dwóch miejscach kolejny. Ostatniego dnia musiałyśmy się dodatkowo legitymować dowodami na bramkach (choć plakietka prasowa jest wystarczającym dowodem, że moja tożsamość już została zweryfikowana). O ochronie nie nadającej się na festiwale to całą sagę islandzką mogę machnąć. Serio, jak czytam posty ludzi, którzy byli traktowani jak co najmniej przestępcy przez ochronę albo zostali zwyzywani czy skopani, to serce mi się kraje i jednocześnie wzbiera we mnie złość.

Drodzy organizatorzy. Czas wyjąć, jak to ładnie Anglosasi mówią, głowę z dupy i skonfrontować się z niezadowoleniem uczestników. I macie dwie opcje - udawać, że nic się nie stało albo stanąć na rzęsach, żeby przyszłoroczny festiwal był faktycznie tym, jak chcecie go reklamować, nową formą muzycznego świętowania. Bo póki co, to są takie juwenalia z trochę wyższym budżetem, na które załapie się trochę dzieciaków, skuszonych niską ceną. Cała reszta, wkurzona takim traktowaniem, oleje was i pojedzie do Czech albo do Niemiec, gdzie festiwali jest multum, a standard jest wyższy. Wybór jest wasz.

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram feed

Like us on Facebook